notatka z życia
Osiemnaście zeszytów temu powstała okładka.
Mimowolnie, jeden róg przystroił się w kleks.
Potem pierwsza bzdurami zapisana kartka,
Kilka zakładek – przenośni do wspomnień i miejsc.
Zwykły zeszyt przyjaciół z jednej ławki,
Prowadzony wedle tych chwilowych potrzeb,
Niekiedy kierowany przez tak zwane „przypadki”,
Przeplatany notatkami, ślimakami, rysunkami Porsche.
Kilka takich skoroszytów przeszło im przez ręce,
Gdy jedno z nich, niespodziewanie, pogubiło się w pisowni.
Zamiast brudzić ręce wraz z drugim w atramencie,
W innym zeszycie napisało wstęp do krótkiej historii.
Ale ten kleks z okładki – ten kleks nie znikał,
Wbrew woli autora pokrywał coraz większą powierzchnię.
Mimo, że autor, jak co wieczór, już ten tomik przymykał,
Nad ranem to zeszyty z kleksem otwierał jako pierwsze.
Tymczasem strony drugiego notesu dobrnęły do końca,
Skończyły się atrament, wkład, rysik i tusz.
W czasie, gdy po zajęciach już nie widać słońca,
Wspomniany już autor, zdmuchnął z kleksa kurz.
Nowe pomysły, wena, chęć do pisania,
Inna czcionka, inny styl, inne słownictwo.
W tym drugim autorze też chyba nastąpiła zmiana,
Nagle wśród kratek zeszytu zaczęło współgrać im wszystko.
Linie tworzą kształty przypominające emocje,
Kropki, przecinki, rysunki odzwierciedlają zmysły.
Spokojnie miarkują, dbają o proporcje,
By marzenia o wspólnej poezji zbyt wcześnie nie prysły.
Każde na swój sposób chce uchwycić tę zależność,
Każde co innego pozostawia na kartce.
Wierzę, że oboje pragną mieć pewność,
Czy cokolwiek znaczą, pod ławką, splątane ich palce.
Autor: Krzysztof Braciak