Kanał RSS wpisów Klub Literacki XXI na Facebooku


Nowości

  • notatka z życia

    Osiemnaście zeszytów temu powstała okładka.
    Mimowolnie, jeden róg przystroił się w kleks.
    Potem pierwsza bzdurami zapisana kartka,
    Kilka zakładek – przenośni do wspomnień i miejsc.

    Zwykły zeszyt przyjaciół z jednej ławki,
    Prowadzony wedle tych chwilowych potrzeb,
    Niekiedy kierowany przez tak zwane „przypadki”,
    Przeplatany notatkami, ślimakami, rysunkami Porsche.

    Kilka takich skoroszytów przeszło im przez ręce,
    Gdy jedno z nich, niespodziewanie, pogubiło się w pisowni.
    Zamiast brudzić ręce wraz z drugim w atramencie,
    W innym zeszycie napisało wstęp do krótkiej historii.

    Ale ten kleks z okładki – ten kleks nie znikał,
    Wbrew woli autora pokrywał coraz większą powierzchnię.
    Mimo, że autor, jak co wieczór, już ten tomik przymykał,
    Nad ranem to zeszyty z kleksem otwierał jako pierwsze.

    Tymczasem strony drugiego notesu dobrnęły do końca,
    Skończyły się atrament, wkład, rysik i tusz.
    W czasie, gdy po zajęciach już nie widać słońca,
    Wspomniany już autor, zdmuchnął z kleksa kurz.

    Nowe pomysły, wena, chęć do pisania,
    Inna czcionka, inny styl, inne słownictwo.
    W tym drugim autorze też chyba nastąpiła zmiana,
    Nagle wśród kratek zeszytu zaczęło współgrać im wszystko.

    Linie tworzą kształty przypominające emocje,
    Kropki, przecinki, rysunki odzwierciedlają zmysły.
    Spokojnie miarkują, dbają o proporcje,
    By marzenia o wspólnej poezji zbyt wcześnie nie prysły.

    Każde na swój sposób chce uchwycić tę zależność,
    Każde co innego pozostawia na kartce.
    Wierzę, że oboje pragną mieć pewność,
    Czy cokolwiek znaczą, pod ławką, splątane ich palce.

     

    Autor: Krzysztof Braciak

    Czytaj dalej »
  • Rzecz pospolita, dla Rzeczypospolitej

    Dumne, zachodniosłowiańskie plemię, niegdyś mówiące na siebie samych Sarmaci.

    Z fantazją wystrojeni w kolorowe kontusze, z przekrzywioną na bakier rogatywką, oraz z piękną szablą u boku, którą można było ciąć mosiężne klamki. Do ich kraju, znanego wtedy z tolerancji na całym świecie, przybywali wszyscy potępiani na zachodzie. Wielkie państwo wyrosłe na wielu innych, w tym pogańskiej Pogoni, z którą ośmieliło się, jako jedyne wtedy, sprzymierzyć. I wyrosłe na wielu innych narodach, od Wiślan po Kozaków i od Łotyszy po Mołdawian. Hucznie i buńczucznie bijąc wraże wojska Krzyżaków, Turków i Moskali, niszcząc niemalże te imperia. Sam ten opis powoduje, że duma z jaką patrzymy wstecz, rośnie w podobnym tempie, co dług publiczny z Grecji.

     

    A tymczasem rozczarowanie, złość i niemoc. Jak to? To ci, którym uratowaliśmy Wiedeń przed Saracenami? To ci nędzni szubrawcy, którzy płaszczyli się w czasie oblężenia Pskowa? To te śmieszne, małe księstewka, niegdyś dumnie nazywane Cesarstwem Rzymskim, połączone niedawno pod biało-czarno flagą jakiegoś tam landu? Jak to? Ano tak to. Kiedyś może tak było. Teraz nas dzielą niczym łup. Polacy, jako społeczeństwo, zawsze żyli przeszłością. Wieczni konserwatyści, z uśmiechem i maślanym wzrokiem wpatrujący się w to co było. Potrafię zrozumieć uwielbienie tej Polski sprzed rozbiorów. Nie potrafię zrozumieć uwielbienia tej późniejszej, a nam już nie tak bardzo odległej.

     

    PRL. Trzy literki, które zmieniły nasz kraj w bardzo specyficzny PGR, z dołączoną hutą, przyozdobioną czerwoną flagą z pysznymi hasłami i własnym, chlewikowo-murarskim rządem, w którym to władza była tylko siłą. Jako, że proletariat nie miał nic do stracenia, prócz swych kajdan, radził, rządził i sądził, wypędzając przegniły kapitalizm aż za „dobre Niemcy”. Ile ludzkich tragedii? Ile głodu i cierpienia? Ile zabitych akowców i internowanych młodych ludzi za same tylko swoje przekonania albo bezcelową, acz fantazyjną (czyli polską) walką, niemalże w pojedynkę? Do końca. Ile razy słyszymy, że „za komuny było lepiej”, że „jak był PRL, to…” wymawiane z miną mentora. Ile jeszcze Polacy będą patrzeć wstecz, zapominając, że idą po gęstym lesie, w którym co i rusz wystaje korzeń?

     

    Autor: Janek Pietrzyk

    Czytaj dalej »
  • Pijemy? – Nie, jutro mam kartkówkę z tabliczki mnożenia.

    Cezary Pazura podczas jednego ze swych występów w czasie Sopockiej Nocy Kabaretowej wyraził tezę, jakoby życiem każdego mężczyzny kierowały cztery substancje: cholesterol, benzyna, alkohol i testosteron. Jako jeden z ponad trzech miliardów samców człowieka rozumnego z przykrością stwierdzam, iż ceny produktów zawierających którąkolwiek z pierwszych trzech substancji od lat niepokojąco rosną. Dzięki Jaśnie Panującemu Jam-Jest-Miłoscia Donaldowi Tuskowi i jego Wesołej Kompanii już niedługo kupno masła będzie wiązać się ze sprzedażą samochodu, bądź co gorsza, naszej kolekcji gier wideo. Poza tym użycie sformułowania „Do pełna!” podczas wizyty na stacji benzynowej grozić będzie posądzeniem Was o korzenie na Bliskim Wschodzie orz działalność terrorystyczną przez co najpewniej zginiecie z rąk funkcjonariuszy GROM-u. Dzięki Bogu podwyżki cen alkoholu na szczęście okazują się niewielkie. Ufff… Ale w tym momencie po Internecie krąży plotka, że rząd planuje zwiększyć akcyzę na alkohol. Widocznie Nie-Wiem-Co-Się-Dzieje Donald Tusk zaślepiony Unią Europejską i blaskiem bijącym od największych szych w Europie zapragnął nas wynarodowić. I zagłodzić. I unieruchomić. Sprytne.
    Jednakże nie pazerność i bezsensowność działań rządzących jest tematem mojego felietonu. Została nam bowiem czwarta substancja – testosteron. Dobrze, e nie da się go opodatkować, bo niektórzy zbankrutowaliby zaraz po zakończeniu okresu dojrzewania (jak nasi niektórzy posłowie). Faktem jest, że chyba jeszcze nikt nie wpadł na pomysł by podwyższyć ceną najpopularniejszego, bezpośrednio powiązanego z męskim hormonem płciowym środka antykoncepcyjnego – prezerwatywy. I tu przechodzimy do sedna. Czy to właśnie dosyć niska cena popularnej „gumki” jest powodem obniżenia wieku inicjacji seksualnej? Czy właśnie przez to, że trzynastolatkowie kojarzą słowo „lateks” z kroczem koleżanek, a nie z balonami urodzinowymi? A może winne SA radio, telewizja i Internet? Czasem dziwę się, że niektóre piosenki i teledyski emitowane SA przez środki masowego przekazu przed 23. Ba, nawet przed dobranocką. Dzięki temu trzynastolatki inspirują się pustą jak bęben maszyny losującej Paris Hilton, a chłopcy łysym, bogatym i przystojnym niczym szafka kuchenna Pitbullem.
    Co więcej, przerażająco duża i przerażająco tępa część naszego młodego społeczeństwa uważa, że jeżeli ktoś przetrwał gimnazjum jako prawiczek lub dziewica to albo jest paskudny jak jola Rutowicz albo osiągnął 80 level w League of Legends. Weźcie pod uwagę, że Ci sami ludzie będą za parę lat fundować nasze śmieszne kieszonkowe, bo przecież ciężko nazwać sześćset złotych emeryturą.
    Zauważyłem też, że większość zwraca większą uwagę na taką postawę wśród dziewcząt, aniżeli wśród chłopców. Wobec przedstawicielek płci pięknej jesteśmy też surowsi w osądach. Przykład? Mężczyzna który „zaliczył”, „przeleciał”, „bzyknął”, „dmuchnął” i „Bóg wie co jeszcze zrobił” dwie laski na imprezie w jednej chwili staje się guru, idolem, mistrzem, geniuszem. Żaden z jego kumpli, z czystego szacunku, nie zwróci mu uwagi na to, że to nieetyczne, niemoralne, a wręcz niehigieniczne. Zaś kobieta, która wyląduje z przypadkowym facetem w przypadkowym łóżku to lafirynda. Szmata. Puszczalska. I tak, uważam to za niesprawiedliwość. Co i tak nie zmienia faktu, że obojgu wygłosiłbym kilkugodzinne moralizatorskie kazanie. Albo, jeśli byłbym bardzo okrutny, poprosiłbym o to jedną z nałogowych słuchaczek Radia Maryja.
    Denerwuje mnie też kiedy największym problemem gimnazjalisty udającego się na „domówkę” jest to, czy wziął prezerwatywy, czy ma zapalniczkę i czy sprzedadzą mu dwa Reddsy, bo musi zapić trójkę ze wzorów skróconego mnożenia. Czemu nikt, do stu tysięcy piorunów, nie wyjaśni tym dzieciakom o co w tym wszystkim chodzi? Kto wytłumaczy im, że naszej wartości nie określa liczna partnerów seksualnych, „zaliczonych zgonów” czy wypalonych fajek? Kto powie im, że seks to nie zabawa, a sposób wyrażania uczuć, że alkohol należy pić z umiarem, a papierosy powodują raka. I śmierdzą. Nastolatek w Polsce w okresie dojrzewania, czyli jednym z trudniejszych okresów w swoim życiu jest sam. Chociaż nie. Ma jeszcze starszych kolegów. I obawiam się, ze to właśnie oni nauczą go pić, palić i wyrywać panny.

     

    Autor: Krzysztof Braciak

    Czytaj dalej »
  • Homo sum

    Obserwując popkulturę, jej tragiczne staczanie się po równi pochyłej, które to przecież już kilkanaście lat temu przed samobójczą śmiercią opisał w swoim ostatnim felietonie Tomasz Beksiński, patrząc jak ludzie gubią się w labiryncie wartości moralnych i pokus, rozdzierani na strzępy przez rozum, serce i presję otoczenia, przypominając wskazującą trzy strony świata gwiazdę Mercedesa, której to przecież tylko kilku ramion brakuje do Gwiazdy Chaosu, tłumaczę sobie zawsze, że tam jest dobrze gdzie nas nie ma. W każdej epoce były jakieś problemy techniczne z tym nieszczęśliwym stworzeniem zwanym człowiekiem, a my – współcześni homo ponoć sapiens – ze swoją globalną tępotą, zatraceniem jasnego kodeksu moralnego i chorobami duszy nie jesteśmy wyjątkiem a jedynie nosicielami kolejnej mutacji tego samego zła.

    Ostatnio uderzyła mnie jedna rzecz. Mianowicie słowo „humanista” nabrało we współczesnym świecie znaczenia pejoratywnego. Na hasło „humanista” większości ludzi staje przed oczyma człowiek, który podług uczelnianych papierów zna się na rzeczach zupełnie pozbawionych znaczenia, potrafi bezbłędnie napisać słowo „gżegżółka” natomiast za cholerę nie wie jak zamontować gniazdko w domu, prycha na samo brzmienie słowa „matematyka” i generalnie, poza ewentualnym spłodzeniem nieco bardziej użytecznego potomstwa, na nic się ludzkości nie przyda.

    Już pal sześć, że powyższy opis dotyczy taniego karierowicza, który zostaje wykształci uchem z chęci ustawienia się, a nie humanisty – człowieka, który zgłębia nauki dotyczące jedynej na ziemi istoty rozumnej. Pęd do nauki w sensie science, rozwoju technologicznego i generalne parcie na odkrywanie żelaznych reguł rządzących światem dookólnym towarzyszące nam od jakiś trzydziestu lat sprawiło, że humanizm został zepchnięty na boczny tor. I gdy czytam, że umysłom ścisłym zawdzięczamy zdrowie, technologie, wiedzę o wszechświecie, natomiast humanistom tylko stos bajań, pejzaży z jeleniem na rykowisku i grubymi babami tańczącymi w kółeczku oraz niezliczone stosy interpretacji tychże bzdetów, mam ochotę wyjąć katanę i uciąć autorowi owych słów jego durny łeb. Albo chociaż rąbnąć z płaska w czoło w ramach terapii.

    Cóż bowiem po technologiach i rozwoju, gdy ludzie posiadają coś zwanego duszą? Mniejsza o to czy dusza to elektryczność czy rzecz ponadmaterialna, to nie jest ważne – istnieniu takowej sfery nie można zaprzeczyć. Cóż więc ci biedni ludzie XXI wieku mają począć ze świadomością swojej półboskiej wiedzy, gdy żadna pigułka nie jest sama w sobie wystarczająco dobrym lekiem lekiem na chorą z samotności i tłamszonych emocji jaźń? Obcowania ze sztuką nie zastąpi medialna papka nastawiona na zysk. Profesje i funkcje związane z humanizmem takie jak filozof, dziennikarz, kapłan, psycholog czy socjolog, zajmujące się duchową sfera człowieka są napiętnowane, więc brzemię rośnie. Nikt nie traktuje tych zawodów poważnie, bo nie wnoszą nic do świata nauk przyrodniczych, nie ma też z nich praktycznie żadnych pieniędzy.

    Wyjmuję więc wyżej wspomniany miecz. I ośmielę się stwierdzić, że Pitagoras, Leibniz czy Einstein byliby pierwszymi, którzy przetarliby ostrze jedwabną szmatką.

     

    Autor: Wiktor Górecki

    Czytaj dalej »
  • Chwała nieobecnym

    osiągnęli wyżyny nieosiągalnej perfekcji
    w naszych sercach
    wszystkie ich myśli są wzniosłe
    któż zaprzeczy geniuszom, bo martwym?
    wszystkie ich słowa są mądre
    któż zaprzeczy pokoleniom mądrości, bo przeminęła?
    wszystkie ich uczynki zostały spełnione
    nawet zeus Mojrom posłuszny
    chwała nieobecnym
    bo wargi z kamienia nie wygłoszą płomiennej mowy
    triumfalnej, obronnej?
    chwała nieobecnym
    litania, by jak oni patrzeć tylko w niebo
    nie kalać serca prochem ziemi

     

    Autor: Ewelina Krawczyk

    Czytaj dalej »

Ostatnie video